@LukaszHorodecki@mastodon.com.pl
2026-09-15 15:34 UTC
Dawno temu, w 2015 roku, moja Żona postanowiła rozruszać naszego syna, więc kupiła sobie #rower i zaczęli jeździć po okolicy. Chciałem spędzać czas z nimi, więc wyciągnąłem z garażu swój, którego prawie nie ruszałem od dekady. Wkręciłem się przez nich konkretnie i od tego czasu trzyma mnie rowerowa szajba.
Młody na początku nie palił się za bardzo do jeżdżenia, ale ostatecznie wycieczki we trójkę sprawiały mu frajdę i robiliśmy z nim coraz dłuższe dystanse.
Dostał wtedy nowy rower, o rozmiarze bardzo „na wyrost”, tak żeby służył mu jak najdłużej. Na początku był trochę za duży, więc jeździł ze sztycą opuszczoną całkowicie.
Latem 2018, mając 12 lat, był już w stanie bez problemów przejechać 70-80 kilometrów jednego dnia.
Zaczęliśmy z Żoną planować jego (i jej) pierwszą setkę, ale plany wzięły w łeb na początku 2019, gdy okazało się, że plansza Ouija słabo nadaje się do rysowania szlaku na mapie. Ja sam nie potrafiłem tak motywować syna do rowerowania i udawało mi się go wyciągnąć tylko wtedy, gdy wybieraliśmy się w odwiedziny do jego dziadków.
Pod koniec liceum jednak zaczął jeździć częściej, bo rower nawet w deszczowe dni był wygodniejszy od czekania półtorej godziny na autobus z miasteczka do naszej wsi i dawał mu większą niezależność, ułatwiając w ten sposób życie towarzyskie.
Gdy poszedł na studia rower (ciągle ten sam, tylko już z wysuniętą prawie na maksa sztycą) zabrał ze sobą, głównie jako sposób poruszania się po mieście. Od niedawna jednak jeździł coraz więcej także dla frajdy i regularnie dostawałem pytania np. o rekomendacje opon czy błotników.
Wczoraj w końcu kupił nową maszynę, a dzisiaj był już na 65 kilometrowej wycieczce. Dostałem nawet fotkę roweru na tle koronowskiego mostu kolejki wąskotorowej.
Normalnie puchnę z dumy i radości xD
Replies (0)
No replies.